Relacje z zawodów

Na jesienną chandrę – bieganie!

Miniony weekend jest dowodem na to, że biegowe życie nie zamiera wraz z nadejściem pierwszych chłodnych i deszczowych dni, a wręcz przeciwnie. Taka aktywność może być całkiem niezłym sposobem na jesienną chandrę i przesilenie. Coś na ten temat powiedzieć Wam mogą członkowie Mamy-Biegamy, którzy masowo startowali w biegach organizowanych w sobotę oraz w niedzielę.

20151018_105045

Planując pisanie tak naprawdę nie wiedziałam od czego zacząć. Tyle się działo, było mnóstwo biegów, osobistych rekordów, no i było pierwsze pudło indywidualne! Trochę miałam obawy, że wraz z nastaniem chłodniejszych dni, wielu z Was schowa biegowe buty do szafy, aby odkurzyć je ponownie na wiosnę, ale bardzo się myliłam! Wasza motywacja nie spada! Pomimo indywidualnych przeszkód, pogody, zapracowania, chcecie biegać i robicie to! I to jest doskonały przykład dla tych, którzy odkładają swoje biegowe debiuty na wiosnę. Niech pogoda nie będzie dla nikogo przeszkodą. Chcesz zacząć biegać? Zrób to teraz! Od razu! No dobra… dzisiaj pisząc to, już jest późno, ciemno… Ale w takim razie wystarczy nastawić budzik na wcześniejszą godzinę i do dzieła! Może na początek 2 kilometry?

12122928_1227650040594656_5753519384856947618_n

Ok, dosyć motywowania, pora przystąpić do relacji. Poprosiłam dziewczyny z naszej drużyny o relacje z zawodów, w których startowały. Z tego miejsca bardzo Wam wszystkich dziękuję za relacje i zdjęcia 🙂

12088049_1227649763928017_2389803118285740361_n

W sobotę wystartował Activus RUN w Szreniawie, gdzie była możliwość wyboru dwóch tras, na 5 i na 10 kilometrów. Według różnych opinii tym razem organizacja była na bardzo słabym poziomie. Kilka drobnych detali nie miałoby znaczenia, gorzej, że część zawodników po prostu zgubiła się na trasie, w związku z czym wyniki nie są w rzeczywistości miarodajne. Nie mniej, debiut na podium miała Kamila, która zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji kobiet, a gdyby nie źle oznaczona trasa, miałaby szanse na więcej! Kamila, wielkie gratulacje! Być może otworzyłaś worek i od tej pory podium nie będzie już czymś nadzwyczajnym, a stanie się regułą 😉

11893806_182850712051005_5379070699863724084_oWarto tutaj wspomnieć o naszym niesamowitym Wsparciu
technicznym, które coraz częściej pojawia się na naszych wspólnych startach. Panowie nie boją się naszych barw i za to wielkie dla nich brawa!!

A oto relacja z biegu Kasi:

Activus Run w Szreniawie – bieg na 5 i 10 km po wymagającym terenie WPN (Wielkopolski Park Narodowy). Długie podbiegi, kamienie, wilgotno, ślisko, ale co tam wszyscy daliśmy radę, jak zawsze Mamy-Biegamy górą, plus wsparcie
techniczne. Nasza koleżanka Kamila Mikła stanęła na pudle!!! Po biegu gorące napoje, bigosik i coś słodkiego. Wróciłam do domu nabuzowana endorfinkami. Dzięki wiaruchna i do następnego weekendu, PIONA!

12107216_944354602297253_6469132370840576954_n
Tego samego dnia nad poznańską Maltą odbył się Bieg Biały na 5 kilometrów. Tutaj również miałyśmy swoją reprezentację, a nawet dwie 😉 Oto relacja Agnieszki:

Dziś kolejny niesamowity bieg, tym razem Charytatywny Bieg Biały, z którego dochód przeznaczony jest dla dla młodych szermierzy. Mimo, że pogoda nas nie rozpieszczała, a słonko nie dopingowało, deszcz nas nie spotkał. Biuro zawodów czynne było od godziny 8-10. O godzinie 9.30 rozpoczęły się biegi dzieci na 200 i 800 m. Równo o 10:20 rozpoczęła się rozgrzewacza, a punkt 10.30 odbył się start biegu głównego na dystansie 5,4 km. Z drużyny Mamy-Biegamy startowała Monika Topolska której był to debiut biegowy lecz bardzo udany i pomimo przymusowego zatrzymania na zawiązanie buta, bieg ukończyła z świetnym czasem 35 min zajmując 18 miejsce w kategorii K30, drugą biegaczką reprezentującą drużynę mam była Agnieszka Weber, która linię mety przekroczyła z czasem 31 min. zajmując w kategorii K20 13 miejsce.

IMG_9818 (800x533)

Poza Agnieszką i Moniką wystartowały w tym biegu jeszcze Asia oraz Monika – mama z córką 🙂

12088152_1013617182011491_196119906856239310_n

Nie tylko Poznań był rozbiegany w ten weekend. Biegały również wrocławskie mamy. Pisze Edyta:

Drużyna Mamy – Biegamy Wrocław i okolice w myśl hasła Mamy-Biegamy Mamy-Pomagamy, pobiegła 18 października w  III Dolnośląskim Biegu Po Zdrowie Dla Chorych Na Raka, który odbył się w Oławie. Pokonałyśmy 10 km trasę tempem biegowym! Cudownie spędziłyśmy czas i pokazałyśmy że drzemie w nas siła! Były życiówki, była wygrana walka z kontuzjami. Nie poddajemy się łatwo, uwielbiamy swoje towarzystwo, biegamy razem!

12079586_1043435629021958_233354414626982811_n

Również w niedzielę odbył się bieg Pyra Party Blisko Warty, w którym wspomniana wcześniej Kamila po raz drugi stanęła na podium! Wielkie brawa i gratulacje! Oto co napisała dla nas:

Dzisiaj w Puszczykowie Mamy- Biegamy w składzie: Zbigniew Zajączkowski, Kamila Mikła  z córką Olą ? 10 lat pobiegliśmy w Pyra Party Blisko Warty. Piękna, choć trochę wymagająca trasa po lesie, wzdłuż rzeki, parę podbiegów, dała co niektórym w kość. Jeśli chodzi o oprawę biegu zasługuje na 5!!! 😀 Pomimo braku chipów, organizatorzy wszystko zorganizowali na medal. Nikt się nie zgubił. Wszystko było dobrze oznakowane. W krytycznych miejscach zawsze był ktoś z organizatorów, by wskazać dobry kierunek. Były 2 pętle ? choć ich nie lubię- to dziś przyjemnie się biegło?. Co do klasyfikacji i rozdawania medali, organizatorzy nie kazali długo czekać. 20 minut po zakończeniu biegu były rozdawane medale. W tym czasie mogliśmy się uraczyć regionalnymi potrawami: pyry z gzikiem oraz szneki z glancem (drożdżówki w kształcie ślimaków) 😉 Dziś Mamy- Biegamy musimy się pochwalić życiówkami i pudłem!!

12166586_413733732170482_633442689_n 12167597_413733798837142_1834311738_n

Zbigniew ZAJĄCZKOWSKI- życiówka 52:31

Kamila MIKŁA ? życiówka 49:56 oraz 2 miejsce w K-31-45 !!!!

Ola MIKŁA ? 2 bieg w tym roku zaliczony?..

Za bieg należą się podziękowania dla Zbyszka za zdopingowanie mnie do walki, choć to ja miałam być dzisiaj jego Wsparciem Technicznym, Krzysztofowi Rajewicz  za ostatni doping przed metą ? naprawdę to pomaga!!!! Oraz jego żonie Iwonie, za przygarnięcie nas przed biegiem oraz za opiekę nad moją córką Olą podczas biegu?

Na koniec, jako wisienka na torcie, moja relacja z półmaratonu w Szamotułach 🙂

SONY DSC
SONY DSC

V Samsung Półmaraton to wydarzenie na którym nie może zabraknąć wytrawnych biegaczy, lubiących nieco dłuższe dystanse. Bieg bardzo popularny, cieszący się pozytywnymi opiniami z lat ubiegłych. Również i w tym organizatorzy nie zawiedli. Dużo miejsc parkingowych blisko biura zawodów, świetna organizacja podczas wydawania pakietów (może małym minusem przestrzeń, było naprawdę ciasno), przygotowanie trasy, pakiety, jak dla mnie całość na 5+

SONY DSC
SONY DSC

Szczerze powiedziawszy, byłam średnio przygotowana do tego biegu. Ostatnie dni stały pod znakiem remontów, przeziębienia, biegania było bardzo mało, nie mówiąc już o dłuższych dystansach. Jednak nie mam w zwyczaju rezygnować zbyt łatwo, więc start i tym razem był oczywisty.

11222170_881430415238737_2183720483470648770_nNa miejscu pojawiłam się sama, pogoda nie sprzyjała wycieczkom rodzinnym, więc familia została w domu. Za to dla biegaczy aura wręcz wymarzona. A przynajmniej ja taką lubię i prawie zawsze owocuje to życiówkami 🙂 W biurze zawodów spotkałam kilka znajomych osób, pojawiło się kilka nowych twarzy, ale start był samotny. Nie miałam w planach konkretnego czasu, gdzieś tam z tyłu głowy błąkała się myśl o kolejnej życiówce (poniżej 1:56), ale nic na siłę. I wtedy za moimi plecami pojawili się pacemakerzy. I baloniki. I czas na 1:50. No dobra, jak już są, to zobaczymy, jak długo pociągnę za nimi. A że jednym z prowadzących był mój znajomy, była to dodatkowa motywacja, żeby trochę podkręcić tempo. Ile pociągnę, tyle pociągnę, a może coś fajnego z tego wyjdzie. Pierwsze kilometry zleciały błyskawicznie. Mijałam kolejne tabliczki, 6, 7, 8 kilometrów… Rewelacja!! 10, 11 a ja jak świeżynka lecę!!! Niesiona tą euforią, wypadłam przed baloniki, chcąc im nieco uciec. A co! Może uda się jeszcze lepiej! Jestem wielka, najlepsza!!! … o.O Teraz jak o tym myślę, zastanawiam się jak dalece działały endorfiny, a w jakim stopniu była to zwykła głupota.

Koło 14-tego kilometra poczułam, że nogi nieco słabną. Nic to, przecież mam żel. Woda za kilometr, a zatem otwieram. Nie cały naraz, żeby się nie zamulić. Na próżno wypatrywałam wolontariuszy z kubkami kilkaset metrów dalej. Żel zapiłam dopiero na 16-tym, a w międzyczasie baloniki wyprzedziły mnie, a ja czułam, że nie jest za dobrze. Starałam się jeszcze przez kilometr trzymać tempo, ale niestety nie byłam w stanie zrobić już nic. Euforia opadła, nogi jak z ołowiu, sił brak mimo żelu (może to jednak tylko placebo!). Od 18-tego kilometra była już tylko walka o to, żeby ukończyć bieg. Tempo poleciało na łeb, na szyję. Wyprzedziła mnie jakaś setka biegaczy, a ja modliłam się o metę. Moją żelazną zasadą jest, że podczas zawodów nigdy nie przechodzę do marszu. Dzisiaj byłam blisko, żeby ją złamać. Blisko. Ale wytrwałam. I ten mały sukces upewnił mnie w przekonaniu, że głowa jest mocna, tylko zabrakło sił.

12170168_944655265600520_66066215_n (1)

Na metę dotarłam z czasem 1:53 z małym kawałkiem. Czas netto 1:52:05, czyli życiówka i teoretycznie wielki mój sukces, o którym nawet nie marzyłam na początku tego roku. A jednak cieszę się z niego dopiero teraz, po kilku godzinach, kiedy emocje nieco opadły i dotarło do mnie, że to naprawdę coś. Na mecie uważałam, że ten bieg to moja porażka. Porażka pod względem podejścia do startu, zbytniej pewności siebie, brawury. Powiedziałabym, że próby pokazania, czego to ja nie potrafię, tylko komu? Sobie? Bo przecież biegam dla siebie, dla własnej satysfakcji, pewności siebie, dlatego, że to lubię. Bieganie, a nie wyniki.

Po biegu rozmawiałam z kilkoma osobami, bardziej doświadczonymi biegaczami. Jest kilka rzeczy, które mogły mieć wpływ na to, jak wyglądał mój bieg na ostatnich kilometrach:

  1. Po wyprzedzeniu baloników biegłam sama, zmagając się z wiatrem. Trasa prowadziła przez wsie i pola. Podobno wiało. Szczerze – nie czułam. Ale to pewnie ta moja euforia (głupota?). Rada od kolegi – schowaj się w grupie, z balonikami, nie walczysz z wiatrem, starczy sił na więcej.
  2. Podbieg. Podobno ostatnie kilometry tej trasy to niewidoczny, ale odczuwalny podbieg. Rzeczywiście miałam wrażenie, jakbym sporo biegła pod górkę, chociaż nie było tego widać.
  3. Bieg w grupie. Wokół pacemakerów zbiera się zawsze większa grupa biegaczy. Często przepychają się oni chcąc trzymać nadane tempo. Źle się czułam, kiedy co chwilę ktoś wbiegał mi pod nogi, czy deptał po pietach. Traciłam rytm, na chwilę zostawałam w tyle, żeby zaraz doganiać grupę. Przeczy to punktowi pierwszemu, więc nie wiem co lepsze.
  4. Nieprzygotowanie pod względem kilometrażu. Ostatni półmaraton zrobiłam we wrześniu w Pile. Od tamtej pory nie przebiegłam więcej niż 11 kilometrów jednorazowo. Wcześniej też było nieciekawie pod względem odległości. A bieganie dłuższych dystansów to podstawa.

Poza tymi wszystkimi punktami, uważam, że moim największym błędem była zbytnia brawura i pewność siebie. Nie wiem, co chciałam osiągnąć. Przecież tak naprawdę każdy czas oznaczający życiówkę, to sukces. Nawet jeśli jest to 5, czy 10 sekund. Różne czynniki składają się na dyspozycyjność podczas biegu, ale nigdy nie można przeceniać swoich możliwości. Bo i po co? Wróciłam do domu potwornie zmęczona, zawiedziona samą sobą. Nie z powodu wyniku. Z powodu podejścia do biegu.

SONY DSC
SONY DSC

Ten bieg był dla mnie nauczką. Nauczył mnie czegoś nowego i myślę, że był mi potrzebny, żeby nabrać szacunku, ale też dystansu do biegania, zawodów, własnego organizmu i możliwości. Tym bardziej jest to dla mnie nauczka, że wielu z Was często pyta o rady. I staram się, aby moje odpowiedzi były rozsądne i rzeczowe, a przede wszystkim radzę zawsze, żeby wszystko robić z głową… No cóż, nie wiem gdzie dzisiaj była moja głowa 🙂

Dlatego mam nadzieję, że te kilka rad będzie dla Was pomocnych, że będziecie potrafili zapanować nad emocjami, chociaż w bieganiu jest to często trudne. I wiem też, z doświadczenia i z obserwacji, że niektórych rzeczy trzeba doświadczyć samemu, na własnej skórze, żeby nabrać dystansu do siebie, do tego, co się robi, a następnie nabrać pokory i zrozumieć, że przecież bieganie to pasja, którą wystarczy się cieszyć…

Powodzenia!!

 

 

 

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.