Relacje z zawodów

FIFARAFA czyli biegające mamuśki!

DSC_0150 (1280x720)Tak naprawdę mam ostatnio mnóstwo pomysłów na to, co chciałabym Wam napisać, tylko niestety niekoniecznie tyle czasu, żeby to zrealizować. Dzisiaj zdecydowałam się na relację z dwóch biegów, tak na gorąco, dopóki wszystko jest jeszcze świeże i w emocjach. Na pewno będę chciała w najbliższym czasie napisać Wam trochę o początkach z bieganiem, o problemach z kolką (z którą i ja się borykam), ale wszystko w swoim czasie. A do takich tematów zainspirowaliście mnie WY ? biegające mamy. Na początek jednak o naszym biegowym weekendzie, który właśnie dobiega końca.

Wspólnie z trzema innymi mamami skrzyknęłyśmy się na wyjazd do Bydgoszczy na Nocny Bieg. Tak po prostu.20150627_204652 (960x1280) Żeby mieć wycieczkę, przygodę, żeby trochę oderwać się od innych rzeczy. I żeby był FUN! I był. Biegające mamy mają ze sobą wiele wspólnego. Bo łączy je nie tylko temat biegania, ale też dzieciaków, więc mamy o czym rozmawiać 😉

W Bydgoszczy zjawiłyśmy się wcześnie, bo już chwilę po 19:00, mimo że bieg odbywał się dopiero trzy godziny później. I tu pierwszy minus dla organizatora ? odbiór pakietów w dniu zawodów w godzinach 18:00 ? 20:00 to jakaś pomyłka. Dwie godziny na odebranie, a potem dwie godziny czekania. Nieładnie, nie zachęca to przyjezdnych. Nic to, na szczęście było doborowe towarzystwo, był czas na spotkanie ze starym znajomym, którego nie widziałam 18 (!!) lat. Na pół godziny przed startem trochę rozgrzewki, co z kolei zaliczam jako plus dla organizatora. Rozgrzewka na stadionie to jest coś! Mnóstwo ludzi na płycie boiska, jupitery, ciary na rękach 😀

DSC_0156 (1024x576)Umówiłyśmy się z dziewczynami, że biegniemy razem, nie ścigamy się, chcemy sobie po prostu pobiegać. Więc nie było przepychania się do przodu, tylko spokojnie truchtałyśmy w ogonku. Zapowiadało się ciekawie, widoki całkiem, całkiem, pogoda sprzyjała. I mogłoby tak zostać do końca, gdyby nie okazało się, że trasa ATESTOWANEGO biegu wiedzie? po schodach! Hmmm? No dobra, nie byłam przekonana, czy to możliwe, żeby w takim biegu uwzględniono zbieg po schodach, ale skoro tak trzeba biec, to lecimy. Wszystko wyjaśniło się na mecie, kiedy wszystkim po kolei wyszedł dystans 9,3 kilometra zamiast 10-ciu. No cóż? Nie wiem, czy trzeba tutaj coś jeszcze komentować. Bydgoszcz organizacyjnie poległa. Trasa była źle oznaczona, stąd została przez biegaczy skrócona. Ci, co cieszyli się z życiówek na mecie, byli delikatnie mówiąc wytrąceni z równowagi. Z drugiej strony, dobrze, że nie wyszedł nam z tego półmaraton zamiast dyszki 😉

Ogólnie bieg w Bydgoszczy wypadł bardzo słabo na tle innych biegów. W pakiecie była koszulka, ale rozmiar XS któryDSC_0162 (1280x720) dostałam pasowałby na mojego męża o.O Na mecie nie było żadnego poczęstunku. Przydałoby się chociaż jakieś ciastko owsiane, albo pół banana. Dobrze, że była woda. Kibiców na trasie brak, no chyba, że wezmę pod uwagę kierowców, którym wybitnie nie podobał się nasz bieg. Pomijając to wszystko, ja bawiłam się świetnie 😀 Bo miałam genialne towarzystwo i nie potrzeba było nic więcej.

DSC07630Co dalej? Powrót do domu, krótkie spanie, pobudka po czterech godzinach i w drogę do Komornik na Szczęśliwą Siódemkę. Tutaj również ekipa nie zawiodła, kiedy ma się wokół siebie takich ludzi, to po prostu chce się biegać! A jeśli chodzi o organizację, nie ma się do czego przyczepić. Bieg był raczej lokalny, na liście startowej niecałe 300 osób, a organizacja na najwyższym poziomie. Trasa oznaczona, na trasie doping, finisz na stadionie, a po biegu woda i pyyyszne drożdżówki. Dekoracja w niecałą godzinę po zakończeniu biegu. Szkoda, że pogoda nie dopisała, bo zostalibyśmy dłużej. No i obowiązkowo wspomnieć muszę o trasie, która wiodła przez Wielkopolski Park Narodowy. Lepszego miejsca do biegania nie można sobie wymarzyć. Z czystym sumieniem mogę polecić to miejsce na trening 🙂

Weekend pełen wrażeń, na zakończenie piąte miejsce w mojej kategorii wiekowej w Szczęśliwej Siódemce, które jestDSC07726 dla mnie ogromnym osiągnięciem. Ale jeszcze większym jest to, że był to kolejny bieg, na którym nie musiałam biegać sama. Jeszcze niedawno był czas, że jeździłam na zawody samotnie i prawdę mówiąc nie miałam z tego takiej frajdy jak teraz. Bo teraz jeżdżę na nie z ludźmi, którzy są moją drugą rodziną i uwielbiają ten sport tak jak ja. Którzy przebiegają ze mną tą samą trasę, a na koniec przybijają piątkę i pomimo ogromnego zmęczenia już szukają miejsca w kalendarzu na kolejne biegowe spotkanie. Którzy są takimi samymi biegowymi wariatami jak ja! Dzięki Wam za to! A wszystkich, którzy jeszcze tego nie doświadczyli, zapraszam do wspólnego biegania i wspólnych wyjazdów. Sami się przekonajcie 😉

Ps. A jeśli chcecie się dowiedzieć dlaczego fifarafa, musicie się ze mną spotkać na wspólnym bieganiu 😛

Pozostałe zdjęcia z biegu znajdziecie tutaj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.