Pogoda nie rozpieszcza… No i?!

Pogoda nas ostatnio wyjątkowo nie rozpieszcza. Nie wiadomo do końca, czy to jeszcze zima, czy już może wiosna. Brak słońca, padający deszcz i porywisty wiatr na pewno nie są żadną zachętą do tego, żeby wyjść z domu, nie mówiąc już o tym, żeby pobiegać! Na szczęście są wśród nas takie osoby, dla których nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Jest czas na trening? Jest. I nie ma wymówek. I takim osobom należą się największe brawa za determinację i wytrwałość. Trzeba mieć naprawdę silny charakter, żeby koc leżący na kanapie nie kusił swoją miękkością i ciepełkiem, odwodząc nas tym samym od postanowienia zrobienia kilku kilometrów.

WP_20160221_13_44_05_Pro

 

Podczas minionego weekendu wiele z tych osób udowodniło również, że nic nie jest w stanie im przeszkodzić. Przekazuję Wam kilka relacji od naszych uczestników (nie tylko uczestniczek), dla których cotygodniowy start w zawodach to już powoli rytuał. Najpierw Kasia z Myśliborza 🙂

12717708_715984141872360_6409306625475610756_n

W dniu 21.02.2016 myśliborska grupa Mamy-Biegamy brała udział w dwóch biegach, a mianowicie GP City Trail Szczecin 5/6 oraz Harcbieg w Myśliborzu. Jako kapitan drużyny, udało mi się aktywnie uczestniczyć w obu biegach 🙂 Trochę jestem po tym zmęczona, ale satysfakcja i radość jest o wiele większa! 

12741929_944329872325047_7816468055060467881_n

Zacznę może od GP City Trail. Standardowo na GP pojechaliśmy w 4 – osobowym składzie, czyli ja ze swoją familią, rodzicami i córką. Pogoda była świetna, iście wiosenna. Warunki praktycznie na całej trasie bardzo dobre, jedynie na pierwszym zbiegu było mega ślisko i trzeba było nieźle uważać, żeby nie zaliczyć upadku. Na zawodach padł rekord trasy – 15:58. Mój tata też miał swój mały sukces i z wynikiem 26:36 osiągnął swój najlepszy wynik w całym GP. Na potwierdzenie, że trasa jest bardzo wymagająca przytoczę słowa olimpijczyka, Pawła Czapiewskiego, który zaszczycił nas swą obecnością i pobiegł z nami: „Szczecińska Masakra Piłą Mechaniczną. Tak trudnej trasy jeszcze nie widziałem”. Za miesiąc czaka nas ostatni bieg i rozdanie medali. Mimo, iż mamy wystarczającą ilość biegów do ich odebrania, oczywiście w ostatnim biegu będziemy aktywnie uczestniczyć, a może i pobiegniemy po najlepsze wyniki na tej trasie:)

12733983_1019918771416848_4171274851059847377_n

12743498_715981041872670_5603204049676450150_n

Po powrocie z GP City Trail, w godzinach popołudniowych na ulicach Myśliborza, w strugach deszczu, grupa Mamy-Biegamy uczestniczyła w Harcbiegu. Nie dało się by nasze numery startowe doszły na czas, ale to nie pokrzyżowało nam planów.  Mimo niesprzyjającej pogody, nie poddałyśmy się i pobiegłyśmy 5km dla małego Arturka. Przed biegiem była rozgrzewka w baaardzo dobrych humorach, ćwiczenia rozciągające przed i po biegu. Dziewczyny zadowolone, nie są złe na swą „kusiecielkę”, czyli mnie, która zawsze wynajdzie im ciekawy sposób na miłe spędzenie czasu. 

12742477_944330378991663_1337554781835438792_n

12742781_944328788991822_2291728887346014079_n

12733580_944330782324956_6586526298903864020_n

12715412_944329895658378_7682564187294301760_n

1936344_944329905658377_4260751518912993431_n

1661644_944330365658331_4800544871109811983_n

Swoją relację z zawodów postanowił również przedstawić Paweł, który nie tylko biega w barwach Mamy-Biegamy jako nasz Wsparcie Techniczne, ale robi również rewelacyjne zdjęcia! Zresztą oceńcie sami, zarówno zdjęcia jak i tekst 😉

DSC_3174

Wildecka Dziesiątka ? okiem uczestnika

Pogoda na niedzielę nie nastraja optymizmem. Co będzie, jak deszcz mocno zmoczy trasę, jakie obuwie wtedy wybrać, czy będzie ślisko? Na szczęście od poranka utrzymuje się dość stabilna, ale pochmurna pogoda. Już od 10:00 godziny  na teren Wildeckich Ogródków Działkowych przybywają licznie biegacze. Zapisanych jest ich ponad czterystu i stanowi to zdecydowany rekord frekwencji na tej trasie, ale też świadczy o ciągłym wzroście popularności biegania. Nic dziwnego, że już przed 11-stą biuro zawodów pęka w szwach, a okolicznie ścieżki zapełniają się robiącymi rozgrzewkę zawodnikami. Tak też i ja postępuję, dlatego też niestety omija mnie niewątpliwa przyjemność powitania dziewczyn z Grupy, które tego dnia testują trasę Poznańskiego Maratonu. Sylwia, Agnieszka, Bike-Monika ? Szacun! Ze względu na panującą aurę wolę jednak przyzwoicie dogrzać mięśnie, aby nie cierpiały ponad miarę na trasie.

20160221_115917-1

Wkrótce spotykamy się z Moniką i idziemy w pobliże startu, poszukując reszty grupy.  Są jak zawsze w Mamowych koszulkach. Zajmujemy pozycje przy końcu stawki, co już po kilkunastu sekundach okazuje się złą, przynajmniej dla mnie, strategią. Pierwszy kilometr jest bardzo szarpany, trzeba nieustannie wyprzedzać kolejnych biegaczy, często biegnąc poza główną drogą. Sytuacja stabilizuje się w połowie ścieżki rowerowej wiodącej wzdłuż Drogi Dębińskiej. ?Dobrze, że tutaj nie jest mocno pod wiatr, bo byłoby przerąbane ? myślę. Czas na uregulowanie oddechu i jazda do przodu. Mijani sukcesywnie kolejni konkurenci pozwalają sądzić, iż tempo nie jest najgorsze. Niestety, jak to na Wildzie, nie ma żadnych pionowych oznaczeń trasy. Tymczasem pokonujemy kolejne odcinki o mocno zróżnicowanej nawierzchni. Trawa i śliskie błoto, chodniki, za chwilę asfalt i znowu trawa. Końcówka okrążenia biegnie wzdłuż granicy ogródków działkowych, co sprawia że ponownie tworzy się pociąg biegaczy i tempo nieco spada. Pozwala to jednak na kolejne wyrównanie oddechu i mocniejszy atak na początku drugiego okrążenia. W międzyczasie rzut oka na zegarek i nadzieja, wychodzi bowiem na to, że pierwsze kółko zajęło ok. 23 minuty

DSC_3169

 Stawka się stabilizuje i teraz trzeba już tylko biec równym tempem. TYLKO! Szczególnie w odcinkach pod wiatr to postanowienie jakby staje mi w gardle. Ale jest też coraz bliżej mety, którą w końcu osiągam z czasem 44:43. Jak to zwykle nie ma czasu na radość, kubek wody i szybki spacer po aparat fotograficzny. Na prostej przed metą mijam dwóch „niewiernych”, czyli Asię i  Zbyszka. Ciekawe, kiedy uwierzą w swoje niemałe przecież zdolności biegowe. Lecą na ok. 48 minut, super. Chwilę po nich podąża Marek, który jednak zdecydowanie odmawia przyspieszenia, coś tam wspominając o kolce. Kiedy w końcu mam już aparat w dłoni, postanawiam zająć strategiczne miejsce przy bramie wjazdowej na działki. W uszach dźwięczą jednak też słowa Prezesowej, która chce karać za brak rozciągania(!) Wysoki kamień rozwiązuje sprawę, bo i miejsce jest dobre i można spokojnie rozciągać rozgrzane jeszcze mięśnie. Nie upływa wiele czasu jak na ostatnie 400 metrów wbiega Monika. Nie wiem czy to właśnie widok rozciągającego się fotografa tak ją rozbawia, grunt, że fotki wychodzą bardzo naturalnie i ciekawie. Swoje pięć groszy do tego dodaje pogoda, która w ciągu kilkunastu sekund potrafi się zmienić z lekko słonecznej na przelotne deszcze. W taki moment wpasowuje się bezbłędnie Ania, a jej fotka w padającej mżawce, jest jedną z ciekawszych w ostatnim czasie. Już na mecie witamy kolejne biegaczki, w tym Anię. Ta jednak, dziś wyjątkowo wyjątkowa bo w nietuzinkowych spodniach, jak tylko mija linię mety, od razu nawołuje inne dziewczyny i razem ruszają po biegnącą z tyłu Kingę, której jak się okazuje towarzyszy Asia. Takie momenty dobitnie dają znać, jak wzrasta zżycie i solidarność w grupie. Oczekiwanie na ich powrót miesza się z dozą niepewności, bo nikt nie chciałby, aby Kindze w obecnym stanie się coś stało. Na szczęście w końcu są wszystkie, całe i zdrowe. Z uśmiechem, ale i ze zmęczeniem, mijają linię mety, kończąc tym samym udział Mamy Biegamy w tej imprezie.

DSC_3183

Teraz pozostaje jeszcze tylko powymieniać się wrażeniami, zjeść pyszną drożdżówkę, lub napić się ciepłej herbaty.  Zbyszek wyciąga nas jeszcze na zewnątrz, prezentując swój ?długi kijek? do selfie. Kto wie, jak już się nauczy to obsługiwać, to może będą z tego wychodzić extra ujęcia. Szczęśliwi pomału rozjeżdżamy się do domów, snując już plany dotyczące kolejnych imprez. Nie jest to jednak już tylko szybkie rozpierzchnięcie się do swoich samochodów, ale wszyscy serdecznie się ze sobą żegnają. Mamy-Biegamy wrócą już niebawem?

DSC_3190

Na koniec kilka słów od jeszcze jednej osoby 😉

Do tych zawodów przygotowania trwały od dawna, bo to właśnie na Wildzie miała zostać złamana bariera 50 minut na dystansie 10 kilometrów. Na starcie pojawiło się 376 biegaczy, no i oczywiście sporo z grupy Mamy-Biegamy.Trasa biegu nie należała do najłatwiejszych. Częściowo biegło się po asfalcie i częściowo po ścieżkach nie utwardzonych. Były więc dziury i błoto. Od startu, aż po sama metę ,biegła ze mną Asia i to tylko dzięki niej udało mi się ustanowić nowy rekord życiowy na 10 km 47:50.Asiu, jesteś niesamowita, poświęciłaś się dla mnie dzisiaj! Po biegu, w biurze zawodów czekała na nas ciepła herbatka i pyszna drożdżówka. Szczerze mówiąc nie do końca wierzyłem w to, że mi się uda. Dziękuję MAMY-BIEGAMY oraz WSPARCIE TECHNICZNE!!!

WP_20160221_13_33_27_Pro

WP_20160221_13_26_56_Pro

Na Mamy-Biegamy nie ma mocnych 😀 Nie liczy się pogoda, nie liczy się trasa, liczy się to, że możemy spotkać się wspólnie i razem pokonywać swoje słabości wpierając się nawzajem. Po to jesteśmy  🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *