Mamy o sobie – Ania z Koziegłów

W planach miałam dzisiaj wpis na inny temat, ale przeglądając maile po świętach zorientowałam się, że nie opublikowałam jednego bardzo ważnego wpisu. Jest to tekst jednej z naszych mam, która zresztą bardzo aktywnie działa w Koziegłowach. Ania napisała troszkę o sobie i swoim bieganiu, ale chciała też poruszyć inny ważny temat i mam nadzieję, że nikt z Was nie będzie miał nam za złe, że nie dotyczy on biegania. Bo czasem poza bieganiem, ważne są jeszcze inne tematy…

20151217_194849Hej! Mam na imię Ania. Długo się zastanawiałam, co tu Wam napisać, bo moja biegowa historia nie jest zbyt długa. Nie mam za wiele zbędnych kilogramów, nie narzekam też na jakiś straszny brak kondycji, bo zawsze chodziłam na zumbę i starałam się trochę ruszać, a jednak postanowiłam zacząć swoją przygodę z bieganiem. Było to chyba spowodowane tym, aby znaleźć w ciągu tygodnia kilka chwil dla siebie, by wyjść z domu i odpocząć od wszystkich problemów, zresetować umysł, wrócić i mieć świetny humorem. 

Jestem mamą dwóch wspaniałych córeczek, Zuzi (6 lat) i Uli (3 latka). Zuzia cierpi na wadę genetyczną. Chciałabym się podzielić z Wami tą historią, ponieważ to choroba bardzo rzadka, a tylko mówienie o niej i  chęć zrozumienia może pomóc naszym dzieciom w normalnym funkcjonowaniu. Zuzia urodziła się w terminie, jednak od początku były z nią problemy. Była bardzo wiotka, nie miała odruchu ssania, cały czas spała. Rozwijała się bardzo wolno, więc od 2-go miesiąca życia była rehabilitowana. Był to dla nas bardzo trudny czas, nikt nie potrafił nam powiedzieć co jest naszemu dziecku, mimo wielu wizyt u różnych specjalistów. Jednak Zuzia z roku na rok rozwijała się coraz lepiej, nadal z opóźnieniem, ale mieliśmy nadzieję, że już będzie wszystko dobrze. Cały czas coś nie dawało nam spokoju i na wizycie u kolejnego neurologa padł pomysł, Zespół Prader-Willi. Niestety po pól roku (dzień przed 5-tymi urodzinami Zuzi) badania genetyczne potwierdziły to rozpoznanie. Choroba jest bardzo rzadka, jej głównym 20151217_195033objawem jest to, że chory nie odczuwa nasycenia, jest głodny cały czas. Musi pozostawać pod stałą kontrolą. Oznacza to, że Zuzia, pomimo tego, że jest w dolnej granicy normy intelektualnej, nie zrozumie nigdy tego, że musi być na ścisłej niskokalorycznej diecie (jedząc normalnie będzie bardzo szybko przybierać na wadze) i nigdy nie powstrzyma się od zjedzenia tego, czego nie wolno. Dosłownie mogłaby jeść tak długo, aż pękłby jej żołądek. Zuzia jak i inne dzieci z tym zespołem codziennie dostaje zastrzyk z hormonu wzrostu. Pomaga on w poprawie metabolizmu i zwiększa ilość przyjmowanych kalorii.

Nie chę wdawać się w za wiele szczegółów, bo to temat rzeka, ale chciałam Wam choć nakreślić z czym zmagają się osoby chore na PWS. Może kiedyś w swoim otoczeniu spotkacie taka osobę i po prostu schowacie jedzenie, żeby jej nie kusić, może pomyślicie o osobie otyłej przez pryzmat choroby, może powstrzymacie się od częstowania dzieci na placu zabaw bez wcześniejszego zapytania rodziców…

Oprócz tego, że jestem mamą, jestem też  kobietą, która ma swoje potrzeby i chyba stąd to bieganie… Miałam potrzebę pobycia sama ze sobą, ale też z innymi, którym chce się wyjść z domu i po prostu zmęczyć, bez żadnej rywalizacji i marudzenia. Ludzie zdecydowanie za dużo narzekają, a bieganie pomaga zmienić ten stan 🙂 Dlatego biegajmy i cieszmy się z tego co mamy 🙂 Pozdrawiam serdecznie! Ania

DSC_7940

Jeśli masz ochotę opowiedzieć nam wszystkim o Twojej przygodzie z bieganiem, jak udaje Ci się połączyć bycie mamą z aktywnym trybem życia, zapraszam do kontaktu admin@mamy-biegamy.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *