Mamy o sobie – Agnieszka z Wrocławia

Zaczynamy nowy cykl, w którym wypowiadać się będę nasze biegające mamy. Każda z nich opowie swoją historię, jak to się stało, że zaczęła biegać, jak godzi ten sport z życiem codziennym – pracą, dziećmi, domem. Każda z nich też powie Wam dlaczego warto biegać, szukać chwili dla siebie, ale też ile przyjemności może dać wspólne bieganie z innymi mamami. Pierwszą odważną, która zechciała podzielić się z nami wszystkimi swoją historią jest Agnieszka Pawlak, mama dwójki maluszków, mieszkająca we Wrocławiu, administrująca grupą Mamy-Biegamy Wrocław i okolice. Bardzo przyjazna, pozytywnie nastawiona kobieta, którą miałam okazję poznać niedawno podczas Biegu Kobiet.

2

Agnieszka Pawlak, Wrocław

Bieganie towarzyszy mi odkąd pamiętam, z mniejszym lub większym natężeniem. Ale to jedyny sport do którego zawsze wiernie wracałam. A mam wrażenie, że dopiero po drugiej ciąży moje bieganie zaczęło się na poważnie.

Druga ciąża od początku była trudna, o bieganiu nie było mowy. Mimo wszystko, do pewnego momentu starałam się być aktywna – jeździłam na orbitreku, chodziłam po górach. Potem pojawiły się większe problemy, leżenie w szpitalu, kroplówki i zakaz wstawania nawet do toalety. Był to trudny okres, niemożność wszystkiego rekompensowałam sobie jedzeniem. I tak udało mi się wytrwać do dnia porodu, gdzie moja waga wskazała prawie 90 kilo. Po porodzie, który miał miejsce 19 czerwca tego roku, szybko doszłam do siebie i bardzo szybko pojawiła się potrzeba ruchu. Moje ciało spragnione było wysiłku fizycznego i mimo bardzo trudnego porodu i męczącej opieki nad 3-letnim synem oraz noworodkiem, szybko zaczęłam chodzić na szybsze spacery.

Równo cztery tygodnie po wydaniu na świat małego człowieka, wstałam rano i stwierdziłam, że idę do parku zrobić pierwszy marszobieg. Nakarmiłam synka, ubrałam się, a zaskoczony mąż zdążył mi tylko powiedzieć ?powodzenia?. A ja zamiast marszobiegu zrobiłam 2,5 km ciągłego biegu! Byłam w euforii, czułam się jakbym wypiła kilka głębszych, a energię miałam na resztę dnia nie do opisania. Żeby nie było, co prawda nie odczekałam obowiązkowych sześciu tygodni, ale skonsultowałam się z lekarzem, od którego dostałam zielone światło.

Wiedziałam, że pierwsze zrywy są najefektywniejsze, a bojąc się spadku motywacji, założyłam stronę na facebooku, na którą zaczęłam wrzucać swoje treningi. Wyszłam z założenia, że łatwiej mi będzie walczyć wiedząc, że ktoś na to patrzy. Zaczęłam biegać na początku co drugi dzień, potem cztery razy w tygodniu. Akurat przyszła potężna fala upałów, więc swoje treningi musiałam robić bardzo wcześnie rano, najczęściej wychodziłam na nie o piątej rano. Nie było mi ciężko się zmobilizować, młodszy syn budził się na karmienie akurat o tej godzinie, dodatkowo było jasno. Niemniej jednak z utęsknieniem czekałam na chłodniejsze dni.

W miedzy czasie dołączyłam do grupy Mamy-Biegamy i zaczęłam administrować jej ?filię? we Wrocławiu. Dzięki temu poznałam tyle niesamowitych osób, że w tej chwili nie ma nawet mowy o tym, żebym nie chciała biegać 🙂 Perspektywa wspólnych treningów, czy startowania wspólnie w zawodach, tak mnie optymistycznie nastraja, że na każdy trening lecę jak na skrzydłach.

Owszem, jest to pewnego rodzaju organizacja. 3-letni syn i 3-miesięczny bobas są dosyć mocno absorbujący, ale wszystko da się pogodzić. Grzecznie czekam, aż mąż wróci z pracy, a wtedy to on przejmuje stery w domu,a ja mam czas dla siebie. Przed wyjściem jeszcze szybkie karmienie małego, żeby nie było rozpaczliwych telefonów i znikam do swojego ulubionego parku 🙂

Od początku, oprócz samych treningów biegowych, wdrożyłam treningi siłowe. Zależało mi na tym, żeby zrzucić wagę, której było sporo, bo wiedziałam, że dzięki temu będzie mi się lepiej biegać. Zatem w dni ?wolne? ćwiczę popularne ?dywanówki?, dołączyłam do wyzwania  utworzonego przez Mamy-Biegamy i staram się również wykonywać zlecone tam treningi. A od trzech tygodni dołożyłam dodatkowo jeden trening na basenie.

Na zakończenie napiszę tylko, że im więcej mamy na głowie, tym nasza organizacja jest większa 🙂  A ja przy dwójce dzieci, prowadząc dom, mam czas na regularne treningi – co oznacza, że mam czas dla siebie 🙂 Daje mi to niesamowitą energię, motywację, chodzę uśmiechnięta i dużo się śmieję. W domu mam posprzątane, obiad jest ugotowany, a kocia kuweta ogarnięta 😉 Mam duże wsparcie męża, bo bez niego nie byłoby to takie proste, ale sama też wiem, że ogarniam temat 🙂

Dzisiaj mogę napisać, że po dwóch miesiącach regularnych treningów (często biegam z młodszym synkiem w wózku z gondolą), schudłam 12 kilo i czuje się po prostu dobrze. I choć jeszcze kilka kilo przede mną, to ja czuję się dobrze psychicznie, no i oczywiście fizycznie 🙂 Dlatego wszystkim Mamom szczerze polecam tego typu inwestycję w siebie, bo to procentuje! 🙂 No i oczywiście zapraszam do naszej wrocławskiej grupy Mamy-Biegamy, bo jeśli jeszcze brak komuś motywacji to już my tam się o nią postaramy 🙂

Jeśli i Ty masz ochotę opowiedzieć nam swoją historię, zapraszam do kontaktu mailowego admin@mamy-biegamy.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *