Dla tych, którzy mówią NIGDY

Kiedyś, jeszcze w epoce zwanej „Przed Dziećmi” zdarzało mi się biegać. Nie miałam zegarka, nie było nawet Endomondo. Wyobrażacie to sobie? 😉 Nie było ciuchów New Line’a ani butów Asics. No ok – były, może. Ja tego wszystkiego nie znałam. Mało kto znał, mało kto wtedy biegał. Większość znajomych, w zasadzie to wszyscy, pukali się w głowę. Po co mi to, że oni to NIGDY… Dzisiaj tych znajomych spotykam na biegowych ścieżkach, na zawodach. Zaiwaniają dwa razy szybciej ode mnie… 😉

W tej epoce wracałam z pracy, zakładałam buty NO NAME, wkładałam bawełnianą koszulkę i luźne szorty. Ustawiałam licznik kroków, tak mierzyłam dystans. Jeśli nie było 10 000 kroków, nie liczyło się. Wtedy nawet udawało mi się wyciągać męża na przebieżki. W tamtej epoce.

Mniej więcej w tym czasie pojawiała się w TV pewna reklama, która została mi w pamięci do dzisiaj. Chodziło o jakieś tabletki przeciwbólowe, ich nazwy nie pamiętam. Pamiętam natomiast scenę, w której kobieta biegnie po moście, w strugach deszczu i wypowiada słowa „Na trening pogoda jest zawsze…” Za każdym razem, kiedy widziałam tą reklamę, oburzałam się i zastanawiałam, co trzeba mieć w głowie, żeby biegać w taką pogodę?! Przecież ja NIGDY!

A potem nastała era dzieci. Do teraz mam poczucie, że byłam w jednej bardzo długiej i niekończącej się ciąży. Dwójka dzieci z różnicą wieku nieco ponad rok sprawiła, że na ponad 3 lata wypadłam z obiegu. Wróciłam jednak, datę zapisałam sobie w kalendarzu. 1 marca 2014 roku to data mojego powrotu do biegania. Na pierwszym treningu przeżyłam lekki szok, kiedy minęło mnie kilkoro biegaczy, a wszyscy w obcisłych ciuchach, z telefonem na ramieniu. Ale o co kaman?! Nagle okazało się, że w internecie nastąpił wysyp portali biegowych, blogerów.  Okazało się, że wszyscy biegają! Nawet Ci, co oni NIGDY.

Powrót był fajny. Cieszyłam się każdym kilometrem i z czasem chciałam więcej i więcej, ale na pytanie, czy może kiedyś maraton, odpowiadałam oczywiście „Ja? NIGDY!” W ubiegłym roku zdobyłam koronę maratonów. No i tyle z mojego NIGDY. Przekonałam się, że warto stawiać sobie różne wyzwania. Pokonywać swoje lęki, słabości. Warto mówić sobie, dlaczego nie? Zamiast NIGDY.

Pójdźmy o krok dalej. I tutaj wiele osób zapewne pomyśli teraz „Ja NIGDY!”. Wchodzenie do lodowatej wody to nie jest coś, co tygryski lubią najbardziej. Jestem zmarzluchem. Zimą nigdy nie patrzę jaki wygląd mają buty, byle by były najcieplejsze, bo szybko marzną mi stopy. Ubieram się na cebulkę i szokują mnie moje wspomnienia siebie samej bez czapki w temperaturze poniżej 10 stopni. Zdarzało się widywać zimą osoby morsujące i oczywiście moją reakcją było wzdryganie się i standardowe „Ja NIGDY!”.

Od ubiegłej zimy morsuję. Rok temu zaliczyłam trzy wejścia do lodowatej wody. Za pierwszym razem do przerębla. Siadając tyłkiem na lodzie. Taaak… Zimno Wam? Mi też 😀 W tym roku już były dwa razy, a to dopiero początek, bo wciągnęłam się totalnie. Wiem. Ty teraz też powiesz, że Ty NIGDY, to nie dla Ciebie. Rozumiem to, sama tak mówiłam.

Biegnąc dzisiaj po kostki w lodowatej brei, mając przemoczone buty i skarpetki, zastanawiałam się, co tak naprawdę sprawia, że mamy odwagę robić takie rzeczy? W jednym z komentarzy na Facebooku, jakiś Cichy Obserwator napisał, że zamiast Mamy-Biegamy powinniśmy nazywać się Mamy-Powariowały (przy okazji bardzo Panu dziękuję, bo stał się Pan inspiracją do tegoż oto wpisu). Komentarz w bardzo pozytywnym tonie, zwieńczony bardzo trafnym spostrzeżeniem „… tak się buduje charakter biegacza.”

Tego charakteru nie buduje się w dzień, dwa. Chyba, że ktoś się takim hardcorem urodził 😉 Ten charakter buduje się w czasie. Bo najpierw jest marszobieg, 5 kilometrów, potem 10. Sprawia Ci to frajdę, szukasz nowych wyzwań. Startujesz w zawodach. I wcale nie chodzi o ilość kilometrów, czy tempo. Chodzi o to, że zdajesz sobie naglę sprawę, że Ty też tak możesz. Nie jesteś już jednym z tych stukających się w czoło. Nie jesteś już tym, który w kółko powtarza NIGDY. I wtedy rodzą się nowe pomysły. Bo może jeszcze rower, a może pływanie, może jakiś survival, a może pobiegam w deszczu, w śniegu, może po górach, może morsowanie, półmaraton, maraton, triathlon… Może milion innych rzeczy, bo wiesz, że MOŻESZ! A NIGDY staje się coraz słabsze, aż w końcu znika.

I wiesz już co daje bieganie? Daje wiarę. Wiarę w samego siebie, w swoje możliwości.

Ja już nie mówię NIGDY. Mówię DLACZEGO NIE?! Więc Ewka, nie mów że Ty i półmaraton to NIGDY, Aśka, nie mów, że Ty NIGDY morsować nie będziesz. Kasia, bo Ty już wiesz, że maraton możesz, a nie że Ty NIGDY, tak samo jak Ty Ania, że „DLACZEGO NIE survival?”

Powiedz sobie MOGĘ, DLACZEGO NIE? 😉

 

 

 

 

3 thoughts on “Dla tych, którzy mówią NIGDY

  1. nikt tego lepiej by nie ujął! Trafiłaś w dziesiątkę 😊
    Miło się to czyta, wspomnienia wracają a …..przygoda niech się nigdy nie kończy 👍👍👍👍

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *